Czuł
jaskółczy niepokój… albo coś w tym stylu. Na pewno niepokój,
tylko to, czy był jaskółczy, stało pod znakiem zapytania. Nie
miał pojęcia, co znaczyło to określenie. Pamiętał je chyba z
jakiejś lektury.
Stał
teraz za ladą w pizzerii wujka i tak sobie myślał, wycierając
szmatką po raz setny to samo miejsce. A myślał o Monterze, z
którym nie miał żadnego kontaktu od tamtego koncertu. Z tego
powinien się akurat cieszyć, nic dobrego mu nie przyszło z tej
relacji, ale jednak tak nie było. Kiedy stał się niewygodny,
został po prostu odrzucony, jak zepsuty wagon odpięty od składu
pociągu. To było frustrujące.