piątek, 14 kwietnia 2017

TOP 20 mang YAOI - część I

Jakby ktoś był ciekawy -> TB wciąż się pisze. Już bliżej niż dalej. 

Wśród omszałego syfu w szufladzie znalazłam tę listę, która miała kiedyś, w odległych czasach, trafić gdzieś indziej, co się jednak nie stało. Wstawiam więc ją na bloga, aby nie był tak całkowicie martwy. Może przyda się tym, którzy są tak samo jak ja sfrustrowani poziomem topowych mang yaoi - kolejnych i kolejnych przesłodzonych komedyjek, w których uke od kobiety różni jedynie budowa (funkcja już nie) przestrzeni między nogami. 

Dodam jeszcze, że niedawno miałam urodziny. Kilka miesięcy temu napisałam dla pewnej persony fanfiction do jej opowiadania i urodziła się między nami może niezbyt klarowana i oczywiście nieoficjalna, ale jednak umowa, że ta osoba do czasu moich urodzin odwdzięczy się tym samym. Napiszę tylko, że jestem baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo niepocieszona ;) 

20. Junjou Romantica (Nakamura Shungiku) - czyli komedia wszech czasów i klasyka yaoi

Ostatnie miejsce w TOPie zajmuje manga, której nie trzeba przedstawiać, bo to przecież klasyk nad klasykami nie tylko wśród BL, ale także komedii. Jeden z niewielu tytułów yaoi, który doczekał się ekranizacji w postaci pełnego serialu anime - i to jeszcze nie jednej, ale trzech serii. 

Anime "Junjou Romantica" jest jednym z najbrzydszych jeśli nie najbrzydszym, jakie w życiu widziałam. Jednak grafika w serialu jest i tak o niebo lepsza od tej w mandze. Nieforemni, prostokątni ludzie z zapadłymi policzkami i wielkimi, zniekształconymi dłońmi. A mimo tego pani Nakamura Shungiku odniosła ogromny sukces. Dlaczego? Pewnie dlatego, że JR zawiera wszystko, co ja uważam za wielkie wady gatunku yaoi (pomińmy milczeniem to, że sama je powielam w TB) oraz końską dawkę humoru. Każdy kolejny gag opiera się w sumie na tym samym, czyli zderzeniu dwóch skrajnie różnych charakterów i światopoglądów - Misakiego i Usagiego-san. Po kilkunastu tomach może się to zacząć nudzić (I w ogóle, ile można czekać, aby brat Misakiego dowiedział się o związku głównych bohaterów?), ale niektóre teksy pamiętam do dziś. Sam Usagi-san jest tak pokręcony i oryginalny, że już sama jego osoba czyni JR wyjątkowym. Mamy tu więc gościa pochodzącego z super-zamożnej rodziny, zaniedbywanego przez rodziców i totalnie nieprzystosowanego do normalnego życia. Swoją sypialnię w apartamencie na najwyższym piętrze wieżowca zamienił w składowisko zabawek, bo chciał mieć namiastkę normalnego dzieciństwa. Chociaż jest super poczytnym pisarzem, najmłodszym laureatem prestiżowych nagród, w ogóle go to nie obchodzi, bo skupia się na pisaniu kolejnych romansideł BL (pod pseudonimem). Jest też oczywiście egoistycznym pyszałkiem, który robi wszystko, na co ma ochotę, nie bacząc na innych. Ale... i tu coś dość nietypowego dla yaoi, jest super zakochany w uke i to on głównie okazuje uczucia. Misaki jest za to słodkim do bólu głupkiem i chociaż drze japę za każdym razem, gdy Usagi znów coś odwali, to jednak jest jedyną osobą, która chociaż spróbowała go zrozumieć.

A jakie to wspomniane wady powtarzają się w yaoi? No cóż... Po co robić mangę o dwóch gościach, skoro jednemu i tak nadaje się cechy kobiece (twarz, ogólna fizjonomia, wzrost...), czy wręcz robi się z niego babę z fiutem, którego i tak nie używa do niczego bardziej konstruktywnego niż sikanie? Uke w yaoi jest zazwyczaj bardziej emocjonalny od seme, to on pierwszy się zakochuje i oczywiście cierpi z tego powodu, jak już wspomniałam, jest niższy, drobniejszy, ma dziewczęcą twarz, a często ma też niższy status społeczny (taa... a teraz spójrzmy na Jacka i Josha oraz Santę i Sasze. He he). Ten sam schemat mamy w JR, ale na szczęście druga historia w ramach mangi, "Junjou Egoist", totalnie go łamie. 
Kreska: 1/5
Fabuła: 3,5/5
Bohaterowie: 4/5
Dodatkowe atuty: >> Humor! >> Kiedy wreszcie w tomie 8 (!!!) Misaki mówi Usagiemu-san, że go kocha, to jest to nawet wzruszające (tylko tak tyćkę, oczywiście!)

środa, 8 marca 2017

ZAKOŃCZENIE BLOGA - INFORMACJA

Informacja
Po miesiącu myślenia postanowiłam spasować z blogiem. TB oczywiście dokończę. 

Teraz epistoła. Jak wam się nie chce czytać, to przeskoczcie do przedostatniego akapitu.
Dlaczego? Wymyśliłam tę historię w wakacje z nudów. Zamiast patrzeć na drogę, gapiłam się na bocianie gniazdo i tak o to skończyłam z rozciętym czołem, potłuczonymi kończynami  i wstrząśnieniem mózgu. Na szczęście rowerowi nic się nie stało. Tak nawiasem, jeśli nawet krew z twojego czoła skapuje już na podłogę, a w głowie masz jedynie nieprzyjemny szum i ból, to i tak musisz odczekać 4 godziny na SORze, aż ktoś się nad tobą zlituje. W każdym razie, resztę wakacji przeleżałam i jakoś tak TB wpadło mi do głowy. 

Od początku wiedziałam, że to nie będzie popularne opowiadanie - nie jest ono łatwe i przyjemne jak Taylor Swift. Jest bardziej jak jakiś muzyk-amator na YouTube. Może i coś tam umie, ale jakiś taki trochę zbyt bardzo creepy i niszowy. Blog jednak o dziwo zdobył jakąś popularność. Była tu Leśna, była Dream. Dziękuję też wszystkim innym, którzy skomentowali opowiadanie :* Blog założyłam po to, aby podzielić się innymi tą historią, dowiedzieć się, co o niej myślą. Gdzieś w środku zdecydowałam, że jeśli 2 osoby nie skomentują rozdziału przez tydzień, to będzie koniec. Raz to zignorowałam i teraz znów mamy taką sytuację. Nie chodzi mi o popularność tylko o to, że skoro TB nie jest na tyle interesujące, aby zostawić po sobie parę zdań, to nie warto trudzić się z blogiem. Bo według mnie blog służy do nawiązania pewnego kontaktu z czytelnikami. Wszystko biorę na klatę, bo wiem, że powinnam dać z siebie więcej. Poziom aktualnych rozdziałów jest niższy niż tych z wakacji, ale po prostu nie mam czasu/siły. Mimo to i tak smutny jest fakt, że informacja o opóźnieniu ma więcej komentarzy niż sam rozdział. Ale oczywiście TB nie porzucam.

Skończę resztę rozdziałów w swoim tempie, czyli dość żółwim. Sama jestem zdziwiona tym, że sklecenie kilku stron w wordzie może zająć więcej niż dwa tygodnie. Jak już postawię THE END, to wszystko ładnie zedytuję i wrzucę całe opowiadanie na beezar, oczywiście ZA DARMO. Wstawię też pozostałe rozdziały na bloga. 

Na pożegnanie jeszcze Sasza, którego zrobiłam kiedyś tam, ale nigdy nie pojawił się na blogu. Prawda, że brzydki? :)


środa, 1 marca 2017

ROZDZIAŁ 21 - Szesnaście godzin życia, osiem godzin spania i kolejna kartka do wyrwania

Posypuję głowę popiołem za tak długi czas pomiędzy pojawieniem się kolejnych rozdziałów, jednak jakieś wielkiej poprawy w najbliższym czasie nie mogę obiecać. Oczywiście będę się starać z całych sił. Zdradzę wam, że chcę zakończyć TB w maksymalnie 30 rozdziałach i na pewno któryś z głównych bohaterów zginie. Domyślacie się kto? 
Obudził się, gdy za oknem panował już całkowity mrok. Taa, może w Nigerii. W żadnym mieście w USA nigdy nie było zupełnie ciemno, bo noc rozpraszały tysiące, jeśli nie miliony sztucznych źródeł światła, fałszywych Słońc. Jakby ludzie uważali się za jakichś bogów, którzy mają prawo decydować, kiedy ma kończyć się dzień, ale przecież God never alive. Sam tak kiedyś śpiewał. To zabawne, bo on nie miał zielonego pojęcia o śpiewaniu, podobnie jak o graniu – lata temu, gdy jeszcze nie drżały mu palce, znalazł się na jakiejś tam liście najlepszych gitarzystów, a nawet nie umiał czytać nut. Co zresztą, nie było znowu taką rzadkością wśród metalowców i w niczym nie przeszkadzało. Ponieważ wtedy, gdy mieli po dwadzieścia lat, nie pisali i nie nagrywali piosenek, bo to przecież takie trywialne. Bo tak robią gwiazdeczki pop. Wszyscy byli święcie przekonani, że ich muzyka jest czymś głębszym. Środkiem wyrazu ich filozofii, głosem przemawiającym do ludzi pod sceną. Że to jest naprawdę coś wyjątkowego i wartościowego. Głębszego. Bo przecież mówili ludziom „Hej, pierdolcie system”. To było coś, prawda? Mimo że Santa Boy dalej nie potrafił zdefiniować, czym był tak dokładnie owy system. Nikt się tym jednak nie przejmował, bo każdy wiedział, czym on jest. System to system. Teraz, po latach, dochodził do wniosku, że to było jedynie wytłumaczenie, przykrywka, bo wszystko tak naprawdę sprowadzało się do ćpania, chlania i dupczenia. A nic tak nie łamie systemu, jak chlanie, ćpanie i dupczenie, co nie? Jednak na nie trzeba mieć pieniądze, ale jak je zarobić nie pracując, bo praca to przecież nic innego jak wyzysk człowieka przez establishment?

wtorek, 28 lutego 2017

Informacja - opóźnienie

Ze statystyk wynika, że jeszcze ktoś na bloga zagląda -> dziękuję całym serduchem za wytrwałość, buziaczek :*, a rozdziału jak nie było, tak nie ma :(. Niestety mam małą osuwę, więc jeszcze parę dni trzeba poczekać. Zachorowałam. Myślałam, że trochę nadgonię dzięki leżeniu cały dzień w łóżku, ale nie. Jedyne, co robiłam, to wykaszliwanie wnętrzności i nadrabianie zaległości w mangach -> dowiedziałam się m.in., że Doumeki i Yashiro z "Saezuru Tori wa Habatakanai" wreszcie, po czterech tomach ten teges (polecam, jeszcze bardziej pokręcone niż TB), a Sasuke w Boruto wygląda jak jakaś menelka z falującymi przy karku włosami -> to tyle nowości w moim życiu.
Pozdrawiam i wielkie Gomen nasai!

wtorek, 14 lutego 2017

ROZDZIAŁ 20 - Biały sufit nade mną i rana postrzałowa we mnie

Kiedyś już to pisałam, ale powtórzę -> Jest Jack. Yay! W super-pierwszych planach Jack miał być już martwy. Jednak jest taki zajebisty, że jakoś nie mogę go uśmiercić tak na amen. Co jest śmieszne, bo to tylko wytwór mojej i waszej wyobraźni. Jednak nie oznacza to, że jeszcze nie spadnie na niego topór kata he he (obłąkańczy śmiech).
W dniu, w którym ręce zacierają producenci kwiatów, bombonierek i prezerwatyw, życzę wam, aby czekoladki poszły wam jedynie w cycki i tyłki (dla facetów tylko to drugie). Buźka! :*

Santa Boy przejechał kciukiem wzdłuż penisa Saszy i zebrał kroplę, która pojawiła się na główce. Oblizał palec i spojrzał w górę, na czerwoną twarz chłopaka.
- Już jesteś już taki sztywny i śliski - stwierdził zadowolony i rozbawiony.
Sasza bywał taki pocieszny. Stał teraz pod ścianą wyprostowany i sztywny jak podczas szkolnego apelu. Powoli kolor z jego policzków rozpływał się na szyję i szczupłą klatkę piersiową.
- No bo... - jęknął Sasza.
No bo Santa Boy nigdy nie zginał karku, nie mówiąc już o klękaniu przed kimkolwiek. A teraz Sasza patrzył z góry na jego lekko skrzywiony w lewo nos, co dało się zauważyć dopiero z tej perspektywy i który znajdował się teraz na wysokości jego fiuta. Santa Boy miał też niesamowicie gęste rzęsy.

poniedziałek, 6 lutego 2017

ROZDZIAŁ 19 - Teoria miłości i decyzje dorosłych dzieci

Sasza przewrócił się na drugi bok. Było za wcześnie, żeby wstawać i za późno, aby spróbować znów zasnąć. Zaczynał się nowy, ludzki dzień, niezgodny z naturalnym biorytmem. Za oknami było jeszcze ciemno, ale pracownicy pierwszej zmiany popijali już tosty mocną kawą i czytali newsy na tabletach. Spał znów sam, w swoim pokoju. Obydwoje nic nie powiedzieli, gdy Sasza przenosił z powrotem swoje rzeczy. Santa Boy nie próbował go zatrzymywać, a Sasza nie zamierzał prosić. Nie, żeby spanie we dwójkę było jakieś szczególne przyjemne. Rockman był ciężki, chrapał, a podczas snu przekręcał się z boku na bok. Ludzie w długich związkach po jakimś czasie łapali wspólny rytm, aż w końcu nie mogli usnąć bez drugiego ciała obok. Jednak to zajmowało więcej czasu niż kilka nocy. Mimo że Sasza więcej nie spał niż spał u boku Santy Boy'a, był rozgoryczony tym, że mężczyzna go nie zatrzymał. Postronna osoba zapewne sądziła, że to starszy muzyk sterował wszystkim w ich związku, ale tak nie było. Santa rzadko cokolwiek inicjował, nawet w strefie seksu. Sasza zawsze musiał dawać mu znaki. Oczywiście, gdy dostał już nieme lub werbalne przyzwolenie, wcale się nie krygował. Jednak nigdy nie zrobił niczego, czego Sasza mógłby nie chcieć. Nawet nie próbował. Jakby się bał uczynić cokolwiek, co mogłoby skłonić go do odejścia. Jednocześnie, gdyby się tak stało, to nie próbowałby go zatrzymać. Sasza czuł, że Santa Boy zawsze dawał mu jakąś furtkę. A on nie chciał żadnej pierdolonej furtki. Wolałby już usłyszeć „Jesteś mój, głupia suko”, niż „Rób, co chcesz”.

piątek, 13 stycznia 2017

BONUS cz.2 - Silly Boy

Uwaga: poprawiam rozdziały, począwszy od pierwszego (tak, miałam świadomość tych wszystkich literówek, powtórzeń i tak dalej) i je edytuję - postanowiłam zrobić normalne akapity i dodać ozdobną literę na początku. Tak tylko piszę, żeby się ktoś nie zdziwił. Treść pozostaje bez zmian. Na razie skończyłam trzy rozdziały. 

Szybko się uwinęłam i jestem bardzo zadowolona z tego rozdziału. Dużo przeklinają i trochę się biją, a Jack wyszedł na mięczaka, ale jest super. Dziękuję za wszystkie pokrzepiające komentarze :* Jesteście najlepsi. Wiecie, miłość i szacunek.
Z ciekawostek - początek tytułu nowego, regularnego rozdziału będzie brzmiał "Teoria miłości". I coś tam dalej (zauważyliście, że w tytułach zawsze jest spójnik "i"?). Miła odmiana po tych wszystkich fiutach i embrionach :P

Jack Hetfield nie mógł zasnąć. Nie musiał sprawdzać zegarka, żeby stwierdzić, że było już dawno po północy. Może pierwsza, ale pewnie bliżej drugiej. Gdy tylko próbował zamknąć oczy, one same się otwierały i przyglądały się podłużnym pręgom światła na suficie. W nocy teren komisu oświetlały liczne latarnie, a znak reklamujący na wysokim słupie migał kolorami. Dlatego w jego pokoju nawet w nów było jasno. Dokładnie widział zarysy pustych teraz mebli i swoich dłoni. To była tylko jedna z wielu przyczyn, przez które tak nienawidził tego miejsca i które opuścił przy pierwszej nadarzającej się okazji. Wracał jedynie na te przeklęte, niedzielne obiady i na specjalne okazje, takie jak ta. Macocha miała urodziny któreś tam, więc znów musiał wejść w rolę syna marnotrawnego. Z premedytacją na prezent wybrał karnet na „weekend odnowy” w ekskluzywnym hotelu dla jednej osoby. Wiedział, że macocha nie pojedzie nigdzie bez ojca.