‒ A ja się zastanawiałem,
gdzie byłeś przed godziną i czemu sklep był zamknięty ‒ zakpił Raphael, siląc
się na uśmiech, mimo że w ogóle nie było mu do śmiechu. ‒ Zrobiłeś mu coś?
‒ Temu dzieciakowi,
który bazgrze mi po murze? Miałem zamiar, ale zobaczyłem jego buty i wróciłem
tutaj, aby poczekać na ciebie ‒ odparł Johnny. ‒ Ulżyło?
Trochę ‒ przyznał w
myślach chłopak. A trochę nie. Uniósł głowę, by spojrzeć na twarz Johnny’ego,
który nadal stał o krok od niego, zmuszając Raphaela do nawiązania intymnej
znajomości z zimną ścianą całodobowego spożywczaka. Mężczyzna prawą rękę
opierał przy włączniku światła, tuż koło jego ucha, blokując mu drogę ucieczki.
Więc trochę mu ulżyło, a trochę wręcz przeciwnie.