poniedziałek, 3 lipca 2017

Przeszłość Santy Boy'a - część III (ostatnia) - Fiut, dupa, fiut i kokaina

Mam wrażenie, że jeszcze nie wszyscy ogarnęli, że w sobotę pojawił się nowy rozdział, a tu już następny. Oto zakończenie historii Santy Boy'a - największego egocentryka forever. W miarę szybko postaram się też wycisnąć ostatni rozdział opowiadania. Oczywiście, jeśli nie opuści mnie wena. A wiecie co ją karmi?^^ Pozdrowienia!

ego dom wyglądał na opustoszały. Ziemia wokół była naga i wyschnięta na wiór, co akurat o niczym nie świadczyło. Utrzymanie pięknego, zielonego trawnika w Teksasie wymagało dużo zachodu, wody i nawozu. Przy białym domku, w którym Marshall Biel spędził pierwsze piętnaście lat życia, stało zazwyczaj kilka dużych donic z kaktusami i innym pustynnymi roślinami, którym niestraszne były ekstremalne warunki i brak skwapliwej opieki, ale teraz nawet one byłe martwe.

sobota, 1 lipca 2017

ROZDZIAŁ 25 - Puszek i humory jego pana


Kolejny rozdział, a minął niecały tydzień. Dobrze idzie, oby tak dalej. Następna będzie III i ostatnia cześć bonusu o Sancie, a potem finiszowy rozdział (jeżeli uda mi się wszystko upakować w jeden). Życzę wam udanych wakacji :) 

eszła do sali skulona i drgająca niczym niepokalana dziewica do namiotu pełnego żołnierzy po dwuletniej służbie. Z jej ogromnych, lalkowatych oczu bił smutek tak wielki i głęboki, że mógł doświadczyć go tylko ktoś, kto przez całe życie od losu dostawał jedynie potężne kopniaki w dupsko. Juan prowadził Tracy przez salę zapełnioną biurkami, trzymając ją mocno, wręcz brutalnie za ramię. Nie chciał, żeby ktokolwiek miał chociażby cień podejrzeń.

czwartek, 22 czerwca 2017

Przeszłość Santy Boy'a - część II - Nóż do ziemniaków i frytka z sygnetem

iemniaki były jednocześnie niedogotowane i przegotowane. Nie miał pojęcia, jak to możliwe, ale tak było. Wołowina, ziemniaki, marchewka – nadał sobie stały rytm przeżuwania. Wszystko było mdłe, bo powstało bez jakiegokolwiek zaangażowania. Matka Marshalla jak większość zamężnych kobiet w miasteczku nie pracowała, w zamian zajmując się domem. Kury domowe z West zdały się znaleźć sens życia w tym, co robiły. Wstawały o świcie i starały się, aby kwiaty w ich ogrodach były najdorodniejsze, mężowie najprzystojniejsi w wybranych przez nie koszulach, a dzieci przynajmniej pozornie najszczęśliwsze. Nie zapominały też o sobie i chociaż nie musiały się już starać, aby uwieść faceta i tak to robiły. Weekendy spędzały u fryzjera, siadały na krzesłach, zakładały nogę na nogę i czytały pisemka o wystroju wnętrz. Starały się. Matka Marshalla, Bonnie Biel, była za to jałowa i mdła jak obiady, które gotowała. W żaden aspekt swojego życia nie wkładała nadmiernego wysiłku. Nie malowała się nawet na specjalne okazje, fryzjera odwiedzała raz do roku, aby pofarbować odrosty i przyciąć końcówki prostych, dość rzadkich włosów. Zabierała wtedy ze sobą krzyżówkę i całkowicie odcinała się od toczącej się w salonie dyskusji na temat prania ubrań ze Spandexu. Rano myła podłogę i nastawiała pranie. Później gotowała mdły obiad, nawet nie próbując go w trakcie przyrządzania. Do południa wypalała paczkę papierosów i wypijała jedno piwo. Po południu siadała przed telewizorem, wypalała jeszcze pół paczki i piła drugie piwo. Jej mąż, urzędnik skarbowy, wracał do domu o siedemnastej. Zjadał mdły obiad bez słowa. Marshall podejrzewał, że nie czuł nawet jego smaku, bo myślami był zupełnie gdzie indziej. Potem schodził do piwnicy, do której tylko on miał klucz i spędzał tam resztę dnia. Interesowało go jedynie to, żeby było odpowiednio. Póki z zewnątrz wyglądali na przeciętną rodzinę, był zadowolony. Większą uwagę przykuwał jedynie do butów, bo to one świadczyły o człowieku. Pastował je raz na dwa tygodnie. Marshalla już dawno przestało korcić, aby sprawdzić, co jest w piwnicy. Był pewien, że na pewno nic, co chciałby zobaczyć. Wolał pozostać w słodkiej niewiedzy. Nie lubił problemów. Po szkole przychodził do domu, aby rzucić w kąt plecakiem i przemielić mdły obiad, a potem wybywał na cały dzień. Nikt go zresztą nie zatrzymywał.

wtorek, 30 maja 2017

Przeszłość Santy Boy'a - część I - Pan i władca

Zapowiedziana pierwsza część historii o Sancie Boy'u. Ostrzegam, że dzieją się tam rzeczy dziwne i że jest długie i hmmm... nie powinnam pisać, że nudne? Ale jak ktoś od BL oczekuje tylko seksu i samych gejów jako bohaterów, to może czuć się zawiedziony. Napiszcie, czy następnie chcecie kolejną cześć bonusu, czy rozdział. Przypominam o magicznej liczbie 2 komentarzy :)

odłoga oraz ściany wyłożone były białymi, drobnymi płytkami. Fuga między nimi, niegdyś także biała, teraz poszarzała od silnych chemikaliów odkażających. Migająca świetlówka jeszcze bardziej upodabniała to miejsce do publicznej toalety na dworcu. Tam również każdy centymetr był wyszorowany drażniącą nozdrza chemią, ale człowiek i tak chwytał klamkę przez chusteczkę. Rosse, której głowa była teraz pełna takich przemyśleń, podciągnęła niżej szpitalną sukienkę otrzymaną po porodzie. Była ona tak krótka, że nie zakrywała niczego, a było naprawdę dużo do ukrycia. Pielęgniarki nie pozwoliły założyć Rosse majtek, żeby nie zwiększać szansy na jakąś paskudną infekcję. Ciekło z niej z dołu i z góry, a migrenę podjudzał nieustanny płacz. Na porodówce płakał każdy. Płakały matki w szoku poporodowym, płakały dzieci z pełną pieluchą, z jakiegoś powodu płakali ojcowie i dziadkowie, których nawet nie wpuszczano na sale. Można by pomyśleć, że ten korowód okropności zatrzymują słodkie pyszczki nowo narodzonych dzieci. Nic bardziej mylnego. Wszystkie noworodki były jakby żywcem wyjęte z teledysku Marilyna Mansona, który za dwie dekady zmieni na zawsze obraz amerykańskiej popkultury. Sine i pokraczne jakby złożone z niepasujących do siebie części różnych lalek.

wtorek, 23 maja 2017

Informacja - plany pisarskie na najbliższe tygodnie + próbka

Może ktoś pamięta, a może nie, ale... Gdzieś tam wspomniałam, że po zakończeniu TB chcę opisać bujną przeszłość Santy Boy'a. Po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że musi to być teraz, bo inaczej ostatnie rozdziały będą dla was po prostu jakby wyjęte z d*py (przepraszam za kolokwializm użyty bez potrzeby. Wiecie, wychowanie na blokowisku robi swoje...). Chodzi mi tu głównie o zachowanie Santy Boy'a, który będzie się musiał zmierzyć z przeszłością. Tak więc (nie powinno się zaczynać zdania od "tak więc" xD) w następnej kolejności na blogu pojawi się jakby taki bonus-nie-bonus. Przypominam, że nasz emeryt metalu urodził się w latach 70-tych, a naprawdę nazywa się Marshall Biel.

Wstawiam wam pierwszą stronę bonusu, w którym opisałam pierwsze dni życia Santy Boy'a (jakby się ktoś nie domyślił, to ten obcy). Nie wiem, skąd mam tak głupie pomysły O_o Przypominam, że reklama jest dźwignią handlu, a komentarz bloga. Ostatni wpis odczuwa lekki niedosyt.

Ściany oraz podłoga wyłożone były białymi, drobnymi płytkami. Fuga między nimi, niegdyś także biała, teraz poszarzała od silnych chemikaliów odkażających. Migająca świetlówka jeszcze bardziej upodabniała to miejsce do publicznej toalety na dworcu. Tam również każdy centymetr był wyszorowany drażniącą nozdrza chemią, ale człowiek i tak chwytał klamkę przez chusteczkę. Rosse, której głowa była teraz pełna taki przemyśleń, podciągnęła niżej szpitalną sukienkę otrzymaną po porodzie. Była ona tak krótka, że nie zakrywała niczego, a było naprawdę dużo do ukrycia. Pielęgniarki nie pozwoliły założyć Rosse majtek, żeby nie zwiększać szansy na jakąś paskudną infekcję. Ciekło z niej z dołu i z góry, a migrenę podjudzał nieustanny płacz. Na porodówce płakał każdy. Płakały matki w szoku poporodowym, płakały dzieci z pełną pieluchą, z jakiegoś powodu płakali ojcowie i dziadkowie, których nawet nie wpuszczano na sale. Można by pomyśleć, że ten korowód okropności zatrzymują słodkie pyszczki nowo narodzonych dzieci. Nic bardziej mylnego. Wszystkie noworodki były jakby żywcem wyjęte z teledysku Marilyna Mansona, który za dwie dekady zmieni na zawsze obraz amerykańskiej popkultury. Sine i pokraczne jakby złożone z niepasujących do siebie części różnych lalek.

piątek, 19 maja 2017

ROZDZIAŁ 24 - Naleśniki i trup w dywanie

Tym razem przed szybszym opublikowaniem rozdziału nie powstrzymało mnie lenistwo, a choroba, wliczając w to krótki pobyt w szpitalu. Nie martwcie się, to nie było nic poważnego i wszystko jest już dobrze. Jestem i działam. Enigmatyczny tytuł, co nie? ^^ Do następnego!

o wszystko była wina mężczyzny, który teraz opierał się o ścianę, jakby nic się nie stało. To jego fiuta miał w ustach Jack. To była wstrętna myśl, która zagnieździła się w umyśle Josha i za nic nie chciała go opuścić nawet na chwilę, ale to nie ona bolała najbardziej. Santa Boy już taki był – zepsuty i zgniły. Wszystko czynił z pełną świadomością i premedytacją. Dlatego to nie jego zdrada bolała najbardziej. Nie tylko Josh spisał go już na straty. Większość społeczeństwa to zrobiła. Josh, który wciąż stał w progu mieszkania, popatrzył na Saszę. Chciał być wściekły, a czuł tylko żal.

poniedziałek, 8 maja 2017

ROZDZIAŁ 23 - Pięknowłosy i pięknooki

Posiekany, dziwny rozdział, w którym Jack odsłania kolejną ze swoich twarzy. Z ogłoszeń parafialnych: druga część "Zemsty" od Silencio już dostępna -> TU i ciapkę taniej TU.

óźnym popołudniem przestało mżyć, więc Felix wyciągnął Liama na spacer po terenie komisu. Potrzebowali chwili prywatności. Pani Hetfield była bardzo miła po przełamaniu pierwszych, drugich i trzecich lodów, ale prawie w ogóle nie opuszczała domu. Nawet zakupy w supermarkecie zamawiała przez internet z dostawą. Trochę niepokojące było to, że tak dobrze znała się na obsłudze komputera, bo gdzieś w otchłaniach internetu pływały pewne zdjęcia, których przyszła teściowa Felixa za nic nie powinna zobaczyć. Jak raz coś wpadnie do sieci, to nigdy z niej nie zniknie. Teściowa. Felix zaśmiał się do swoich myśli. Ostatnio miał taki odjechany sen. Reprezentował Stany podczas World Baseball Classic i w przerwie finałowego meczu oświadczył się Liamowi.