Na beezar można za darmo pobrać ebooka "Texas Brothers" z dodatkowym, niepublikowanym dotąd rozdziałem, który skupia się na poznaniu Saszy z Santa Boy'em, czy raczej torturach, jakie muzyk zaserwował biednemu Saszce, aby porzucił nałóg. Bonusy zostały tam umieszczone jako normalne rozdziały, więc numeracja się lekko zmieniła. Przy interlinii 2.0 wyszło 470 stron. Całkiem nieźle.
Jakby ktoś nie chciał ściągać przez beezara, to można do mnie napisać maila.
Pozdrawiam!
Na pewno już wiecie o IV części "Zemsty" od Silencio (Bardzo, bardzo polecam!), ale informuję, że jest już do kupienia TUTAJ i TUTAJ.
sobota, 29 lipca 2017
niedziela, 23 lipca 2017
Life is Cheap - ROZDZIAŁ 1 - Cztery kawałki za całe życie
Epilog do TB, który zatytułowałam "Life is Cheap", magicznie mi się wydłużył, co było z resztą do przewidzenia. Publikuję go więc na blogu, bo to pewnie trochę zajmie, nim go skończę. Chcę ruszyć z nowym opowiadaniem (fantasy), ale muszę najpierw wszystko dokładnie przemyśleć, więc nie mam pojęcia, kiedy zacznie się publikacja.
Spis rozdziałów "Life is Cheap" będzie dostępny w nowej zakładce pod tym samym tytułem.
Spis rozdziałów "Life is Cheap" będzie dostępny w nowej zakładce pod tym samym tytułem.
Ściany korytarza
starego budynku należącego do miejskiej pomocy społecznej
obwieszone były tablicami korkowymi oraz kolorowymi plakatami. Sasza
przystanął i przeczytał parę ogłoszeń przybitych szpilkami.
Więc teraz nie mówiono, aby nie ćpać, tylko aby robić to
bezpiecznie, pomyślał z kpiną. Przestrzegano przed używaniem
zwiniętych banknotów do wciągania kryształów, bo niosło to ze
sobą zagrożenie zarażeniem żółtaczką. Do tablicy była też
przypięta lista punktów, gdzie za darmo można było odebrać testy
do szybkiego zbadania poziomu zanieczyszczenia narkotyków.
niedziela, 16 lipca 2017
ROZDZIAŁ 26 - KONIEC
Krótko i na temat. Bez rozwlekania.
dy doszedł do wniosku, że jakiekolwiek działania na nic się nie
zdadzą, a mistrzem perswazji to on na pewno nie był, odpuścił i
po prostu oparł się o kratki. Jakieś półgodziny temu dwaj
dryblase wyrwały mu telefon, a jego samego wrzuciły niczym worek ziemniaków
do małego vana. Od Fat Moose'a, który siedział na miejscu dla
kierowcy i przeglądał właśnie zawartość jego telefonu,
oddzielała go stalowa krata. Gdyby nie to, udusiłby, zagryzł lub
cokolwiek innego, ale ze skutkiem śmiertelnym.
poniedziałek, 3 lipca 2017
Przeszłość Santy Boy'a - część III (ostatnia) - Fiut, dupa, fiut i kokaina
Mam wrażenie, że jeszcze nie wszyscy ogarnęli, że w sobotę pojawił się nowy rozdział, a tu już następny. Oto zakończenie historii Santy Boy'a - największego egocentryka forever. W miarę szybko postaram się też wycisnąć ostatni rozdział opowiadania. Oczywiście, jeśli nie opuści mnie wena. A wiecie co ją karmi?^^ Pozdrowienia!
ego
dom wyglądał na opustoszały. Ziemia wokół była naga i
wyschnięta na wiór, co akurat o niczym nie świadczyło. Utrzymanie
pięknego, zielonego trawnika w Teksasie wymagało dużo zachodu,
wody i nawozu. Przy białym domku, w którym Marshall Biel spędził
pierwsze piętnaście lat życia, stało zazwyczaj kilka dużych
donic z kaktusami i innym pustynnymi roślinami, którym niestraszne
były ekstremalne warunki i brak skwapliwej opieki, ale teraz nawet
one byłe martwe.
ego
dom wyglądał na opustoszały. Ziemia wokół była naga i
wyschnięta na wiór, co akurat o niczym nie świadczyło. Utrzymanie
pięknego, zielonego trawnika w Teksasie wymagało dużo zachodu,
wody i nawozu. Przy białym domku, w którym Marshall Biel spędził
pierwsze piętnaście lat życia, stało zazwyczaj kilka dużych
donic z kaktusami i innym pustynnymi roślinami, którym niestraszne
były ekstremalne warunki i brak skwapliwej opieki, ale teraz nawet
one byłe martwe.sobota, 1 lipca 2017
ROZDZIAŁ 25 - Puszek i humory jego pana
Kolejny rozdział, a minął niecały tydzień. Dobrze idzie, oby tak dalej. Następna będzie III i ostatnia cześć bonusu o Sancie, a potem finiszowy rozdział (jeżeli uda mi się wszystko upakować w jeden). Życzę wam udanych wakacji :)
eszła
do sali skulona i drgająca niczym niepokalana dziewica do namiotu
pełnego żołnierzy po dwuletniej służbie. Z jej ogromnych,
lalkowatych oczu bił smutek tak wielki i głęboki, że mógł
doświadczyć go tylko ktoś, kto przez całe życie od losu dostawał
jedynie potężne kopniaki w dupsko. Juan prowadził Tracy przez salę
zapełnioną biurkami, trzymając ją mocno, wręcz brutalnie za
ramię. Nie chciał, żeby ktokolwiek miał chociażby cień
podejrzeń.czwartek, 22 czerwca 2017
Przeszłość Santy Boy'a - część II - Nóż do ziemniaków i frytka z sygnetem
iemniaki
były jednocześnie niedogotowane i przegotowane. Nie miał pojęcia,
jak to możliwe, ale tak było. Wołowina, ziemniaki, marchewka –
nadał sobie stały rytm przeżuwania. Wszystko było mdłe, bo
powstało bez jakiegokolwiek zaangażowania. Matka Marshalla jak
większość zamężnych kobiet w miasteczku nie pracowała, w zamian
zajmując się domem. Kury domowe z West zdały się znaleźć sens
życia w tym, co robiły. Wstawały o świcie i starały się, aby
kwiaty w ich ogrodach były najdorodniejsze, mężowie
najprzystojniejsi w wybranych przez nie koszulach, a dzieci
przynajmniej pozornie najszczęśliwsze. Nie zapominały też o sobie
i chociaż nie musiały się już starać, aby uwieść faceta i tak
to robiły. Weekendy spędzały u fryzjera, siadały na krzesłach,
zakładały nogę na nogę i czytały pisemka o wystroju wnętrz.
Starały się. Matka Marshalla, Bonnie Biel, była za to jałowa i
mdła jak obiady, które gotowała. W żaden aspekt swojego życia
nie wkładała nadmiernego wysiłku. Nie malowała się nawet na
specjalne okazje, fryzjera odwiedzała raz do roku, aby pofarbować
odrosty i przyciąć końcówki prostych, dość rzadkich włosów.
Zabierała wtedy ze sobą krzyżówkę i całkowicie odcinała się
od toczącej się w salonie dyskusji na temat prania ubrań
ze Spandexu. Rano myła podłogę i nastawiała pranie.
Później gotowała mdły obiad, nawet nie próbując go w trakcie
przyrządzania. Do południa wypalała paczkę papierosów i wypijała
jedno piwo. Po południu siadała przed telewizorem, wypalała
jeszcze pół paczki i piła drugie piwo. Jej mąż, urzędnik
skarbowy, wracał do domu o siedemnastej. Zjadał mdły obiad bez
słowa. Marshall podejrzewał, że nie czuł nawet jego smaku, bo
myślami był zupełnie gdzie indziej. Potem schodził do piwnicy, do
której tylko on miał klucz i spędzał tam resztę dnia.
Interesowało go jedynie to, żeby było odpowiednio.
Póki z zewnątrz wyglądali na przeciętną rodzinę, był
zadowolony. Większą uwagę przykuwał jedynie do butów, bo to one
świadczyły o człowieku. Pastował je raz na dwa tygodnie.
Marshalla już dawno przestało korcić, aby sprawdzić, co jest w
piwnicy. Był pewien, że na pewno nic, co chciałby zobaczyć. Wolał
pozostać w słodkiej niewiedzy. Nie lubił problemów. Po szkole
przychodził do domu, aby rzucić w kąt plecakiem i przemielić mdły
obiad, a potem wybywał na cały dzień. Nikt go zresztą nie
zatrzymywał.
wtorek, 30 maja 2017
Przeszłość Santy Boy'a - część I - Pan i władca
Zapowiedziana pierwsza część historii o Sancie Boy'u. Ostrzegam, że dzieją się tam rzeczy dziwne i że jest długie i hmmm... nie powinnam pisać, że nudne? Ale jak ktoś od BL oczekuje tylko seksu i samych gejów jako bohaterów, to może czuć się zawiedziony. Napiszcie, czy następnie chcecie kolejną cześć bonusu, czy rozdział. Przypominam o magicznej liczbie 2 komentarzy :)
odłoga
oraz ściany wyłożone były białymi, drobnymi płytkami. Fuga
między nimi, niegdyś także biała, teraz poszarzała od silnych
chemikaliów odkażających. Migająca świetlówka jeszcze bardziej
upodabniała to miejsce do publicznej toalety na dworcu. Tam również
każdy centymetr był wyszorowany drażniącą nozdrza chemią, ale
człowiek i tak chwytał klamkę przez chusteczkę. Rosse, której
głowa była teraz pełna takich przemyśleń, podciągnęła niżej
szpitalną sukienkę otrzymaną po porodzie. Była ona tak krótka,
że nie zakrywała niczego, a było naprawdę dużo do ukrycia.
Pielęgniarki nie pozwoliły założyć Rosse majtek, żeby nie
zwiększać szansy na jakąś paskudną infekcję. Ciekło z niej z
dołu i z góry, a migrenę podjudzał nieustanny płacz. Na
porodówce płakał każdy. Płakały matki w szoku poporodowym,
płakały dzieci z pełną pieluchą, z jakiegoś powodu płakali
ojcowie i dziadkowie, których nawet nie wpuszczano na sale. Można
by pomyśleć, że ten korowód okropności zatrzymują słodkie
pyszczki nowo narodzonych dzieci. Nic bardziej mylnego. Wszystkie
noworodki były jakby żywcem wyjęte z teledysku Marilyna Mansona,
który za dwie dekady zmieni na zawsze obraz amerykańskiej
popkultury. Sine i pokraczne jakby złożone z niepasujących do
siebie części różnych lalek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



