Josh przyglądał się swojemu odbiciu w wielkim lustrze w kabinie przebieralni na tyłach sklepu sportowego. Miał na sobie tylko bieliznę, gatki z Garfieldem. Przeczesał włosy, które teraz były krótkie. Rude kosmyki wiły mu się przy karku. Lubił swoje długie włosy. Tak jak robił to teraz teraz, w Teksasie, w swojej przyczepie, którą dzielił z siostrą, co rano, w ciasnej łazience przyglądał się sobie uważnie. Dotykał swojej piegowatej szyi, policzków i pełnych ust. Lubił swój wygląd. To jedno się udało. Jack też go lubił. Dlatego go wybrał z setki innych chłopców, którzy z wielką chęcią wskoczyliby synowi magnata samochodowego do łóżka lub auta.